top of page

Wąwóz Samaria na Krecie 16 km testu dla Twoich kolan Przewodnik który oszczędzi Ci błędów

Zaktualizowano: 5 maj

Mówią, że kto nie przeszedł Samarii, ten nie widział prawdziwej Krety. Ja mówię: kto przeszedł Samarię w złych butach, ten widział głównie własne cierpienie. To najdłuższy (i prawdopodobnie najpiękniejszy) udostępniony wąwóz Europy, ale jeśli spodziewasz się wyasfaltowanej ścieżki zdrowia, to mam dla Ciebie zimny prysznic. To 16 kilometrów walki z grawitacją, ruchomymi kamieniami i słońcem, które w dolnych partiach potrafi wypalić resztki entuzjazmu.


Przeszedłem tę trasę, spisałem czasy, sprawdziłem gdzie dają najlepsze zimne piwo na mecie i wiem, jak logistycznie ogarnąć ten logistyczny koszmar (bo startujesz w chmurach, a kończysz nad morzem, skąd nie ma drogi powrotnej). Jeśli planujesz wyprawę w Góry Białe (Lefka Ori), odstaw na bok lukrowane opisy z katalogów biur podróży. Tu masz samo gęste: konkretne info o parkingach, cenach, ścieżkach i o tym, co zrobić, żeby następnego dnia nie schodzić ze schodów tyłem.


Samaria na krecie to nie krupówki to przygoda dająca niesamowite doznania
Samaria na krecie to nie krupówki to przygoda dająca niesamowite doznania

Logistyka, czyli jak nie zostać więźniem wąwozu Samaria

Słuchajcie, Samaria to nie jest pętla w Tatrach, gdzie zostawiasz auto na parkingu i do niego wracasz po obiedzie. To jest logistyczny fikołek, bo wchodzisz do dziury w górach na 1200 metrach, a wychodzisz 16 km dalej nad morzem. I teraz najlepsze: w Agia Roumeli, gdzie kończysz, nie ma żadnej drogi. Zero. Tylko prom albo dymanie z powrotem pod górę (czego nie polecam nawet wrogowi).


Masz trzy opcje, żeby to ogarnąć i nie zwariować:


Numer 1 :-) by KTEL

Słuchaj, jeśli chcesz to ogarnąć jak stary wyga, to rano meldujesz się na głównym dworcu w Chanii. Nie szukaj żadnych luksusów, to po prostu plac z rzędami zielonych autokarów, który o szóstej rano tętni życiem bardziej niż niejeden klub w porcie. Podchodzisz do okienka i nie dumasz, tylko mówisz krótko: „Xyloskalo” i dodajesz, że powrót chcesz z Sougii. Pani w kasie, która widziała już tysiące takich jak Ty, wypluje Ci dwa świstki – jeden na teraz, drugi na wieczór. Całość kosztuje tyle, co dwa porządne piwa w Chanii, więc nie ma sensu nawet odpalać kalkulatora. Wrzucasz plecak do luku, zajmujesz miejsce i przygotowujesz się na jazdę bez trzymanki, bo greccy kierowcy traktują te górskie serpentyny jak tor wyścigowy, jednocześnie pijąc frappe i machając do znajomych z naprzeciwka.

Kiedy autobus wypluje Cię na górze, w Xyloskalo, poczujesz uderzenie rześkiego, górskiego powietrza. Często jest tu o dobrych dziesięć stopni mniej niż na wybrzeżu, więc zanim zaczniesz dymanie w dół, pewnie przez chwilę będziesz przeklinać swój wybór ubioru. Ale spokojnie, po pierwszym kilometrze schodzenia po tych „zygzakach” zapomnisz o zimnie, a zaczniesz myśleć o swoich kolanach. To jest ten moment, kiedy Twoja przygoda się zaczyna, a autobus odjeżdża, odcinając Ci drogę odwrotu. Od teraz jedyny kierunek to w dół, prosto do morza.

Prawdziwa magia tego „autobusowego patentu” dzieje się jednak na samym końcu, kiedy wychodzisz z wąwozu ledwo żywy i docierasz do Agia Roumeli. Wioska jest odcięta od świata, nie ma tam dróg, więc Twoim jedynym oknem na świat jest port. Idziesz do budki, kupujesz bilet na prom do Sougii i pakujesz się na pokład. Ten rejs to jest złoto – siedzisz sobie z zimnym napojem, wiatr chłodzi Ci spoconą twarz, a Ty patrzysz na klify, które przed chwilą miałeś nad głową. To jest czas na regenerację i robienie porządków w galerii zdjęć.

Kiedy prom dobija do brzegu w Sougii, zobaczysz coś, co przypomina sprawnie zaplanowaną ewakuację. Na nabrzeżu stoi rząd zielonych autobusów KTEL, silniki już mruczą, a kierowcy stoją przy drzwiach. Nie musisz niczego szukać, nie musisz sprawdzać rozkładu w internecie, bo oni tam są tylko dla Ciebie. Ten system jest genialny w swojej prostocie – autobusy nie odjadą, dopóki prom nie wypuści ostatniego pasażera. Oni na siebie czekają, to jest jedna wielka, naoliwiona maszyna do transportu zmęczonych turystów. Pokazujesz bilet kupiony rano, wpadasz w fotel i zanim się obejrzysz, budzisz się z powrotem w Chanii, gotowy na kolację. Nie ma bata, żebyś to zepsuł, o ile tylko zdążysz na ten ostatni prom. To jest logistyka w wydaniu greckim – niby chaos, a wszystko gra jak u najlepszego zegarmistrza.


👇👇👇👇 Szukasz więcej praktycznych info o Krecie ? 👇👇👇👇


Numer 2 ;-) by biuro podróży

Jeśli masz ochotę na totalny reset i nie chcesz się zastanawiać, czy autobus z Chanii odjeżdża z peronu trzeciego czy czwartego, to opcja z biurem podróży jest stworzona dla takich leniuchów jak my. Idziesz do dowolnej budki w mieście – a jest ich więcej niż tawern – płacisz te kilka euro „podatku od wygody” i od tego momentu Twoim jedynym zmartwieniem jest to, żeby nie zaspać na zbiórkę. O szóstej rano, kiedy normalni ludzie przewracają się na drugi bok, Ty stoisz przed hotelem i czekasz na autokar, który zgarnie Cię prosto spod drzwi. W środku zazwyczaj panuje klimat jak na szkolnej wycieczce – połowa ludzi śpi, druga połowa nerwowo sprawdza, czy na pewno wzięli plastry na odciski, a nad wszystkim czuwa pilot, który ma jedno zadanie: policzyć wszystkich, żeby nikt nie został w górach na pożarcie kozom.

Największy plus tej opcji jest taki, że pilot wykonuje za Ciebie całą czarną robotę. Nie stoisz w kolejkach po bilety wstępu do parku, nie kminisz, gdzie kupić bilet na prom, ani czy wystarczy dla Ciebie miejsca na pokładzie. On to wszystko ogarnia w locie, rozdaje świstki jak talia kart i mówi prosto: „Dobra ekipa, tu jest wejście, tam za sześć godzin jest morze, o 17:30 macie być w porcie, bo inaczej zostajecie tu na zawsze”. I tyle. Wchodzisz do wąwozu i idziesz własnym tempem, nikt Ci nie sapie nad uchem, ale masz tę psychiczną kotwicę, że jak już wyplujesz płuca na mecie i dopłyniesz promem do portu, to Twój autokar tam będzie stał. I co najważniejsze – masz w nim swoje zagwarantowane miejsce, klimatyzację i kierowcę, który wie, że po 16 kilometrach marszu ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest walka o wolne siedzenie w zatłoczonym autobusie rejsowym.

To jest opcja idealna, jeśli jedziesz z dzieciakami albo ekipą, która ma tendencję do rozłażenia się na boki. Nie musisz być logistycznym mastermindem, nie musisz pilnować zegarka co pięć minut z obawą, że spóźnisz się na przesiadkę. Biuro bierze to na klatę. Oczywiście, zapłacisz za to parę groszy więcej niż za bilet w KTEL, ale umówmy się – na wakacjach czas i brak stresu to waluta, która stoi wyżej niż euro. Kiedy inni będą się pocić, sprawdzając rozkłady jazdy na pogniecionych kartkach, Ty będziesz już dawno w drodze do hotelu, planując, co zjesz na kolację. Proste, skuteczne i bez zbędnego kombinowania, czyli dokładnie tak, jak to powinno wyglądać, gdy chcesz po prostu przeżyć przygodę i wrócić w jednym kawałku do bazy.


A zanim ruszymy dalej, mam dla Was gorącego newsa! Właśnie założyliśmy nową grupę podróżniczą na Facebooku: Plan podróży na własną rękę, gdzie dzielimy się wiedzą i okazjami.


Takie widoki towarzyszą nam w drodze
Takie widoki towarzyszą nam w drodze

Numer 3 :-) by własne auta

No i tu dochodzimy do sedna. Bo choć dymanie własnym autem na Samarię to logistyczny fikołek, to umówmy się – na Krecie bez własnych czterech kółek jesteś jak bez ręki. Jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż basen hotelowy i deptak w Chanii, fura to absolutna podstawa.

Tylko teraz uważaj, żeby nie wtopić. Jak zaczniesz szukać auta na miejscu, w budkach przy plaży, to albo dostaniesz grata z przebiegiem do księżyca, albo cena zwali Cię z nóg. Ja od lat nie kombinuję i wszystko klepię przez DiscoverCars. Dlaczego? Bo to jedyna wyszukiwarka, która faktycznie trzepie ofertę od wszystkich lokalnych wypożyczalni i pokazuje czarno na białym, ile zapłacisz – bez ukrytych opłat za „powietrze w oponach” przy odbiorze.

Więc plan jest taki: bierzesz furę przez DiscoverCars, bo to Ci daje wolność na 90% Twojego wyjazdu. Możesz skoczyć na Balos, zobaczyć Elafonisi o świcie (zanim zjadą się autokary) i zjeść kolację w wiosce, gdzie nikt nie mówi po angielsku. A w dzień, w którym ruszasz na Samarię, masz dwie opcje:

  1. Zostawiasz swoją wypasioną furę pod hotelem, idziesz na autobus KTEL i masz to wszystko w nosie (najzdrowsza opcja dla Twojej psychiki).

  2. Jeśli koniecznie chcesz jechać autem, to użyj go tylko po to, żeby podjechać do Omalos wieczór wcześniej. Śpisz w górach, rano wchodzisz do wąwozu jako pierwszy, a po wszystkim – jak już ogarniesz ten cały powrót promem i taksówką do auta – masz czym wrócić do cywilizacji.

Tylko błagam, sprawdzaj opinie o wypożyczalniach. Na DiscoverCars masz to podane na tacy. Widzisz, kto ma nowe auta, a kto próbuje Ci wcisnąć rzęcha, który nie podjedzie pod serpentyny w Omalos. Rezerwuj z wyprzedzeniem, bo w sezonie na Krecie auta schodzą szybciej niż zimne Mythosy w Agia Roumeli.

Bierz auto, planuj mądrze i nie daj się naciągnąć – bo Kreta jest zbyt piękna, żeby marnować czas na walkę z nieuczciwymi wypożyczalniami.


🚗 Zarezerwuj auto przez DiscoverCars (Kliknij tutaj) > Dlaczego oni? Mają jedną z najlepszych opcji „Pełnej Ochrony”, która jest często tańsza niż ta kupowana przy okienku. Widzisz od razu opcje darmowego anulowania i – co najważniejsze przy naszym planie podróży – wyszukiwarka natychmiast kalkuluje ewentualne koszty zwrotu auta na innym lotnisku. Rezerwując przez nasz link, wspierasz bloga (nic Cię to nie kosztuje!), a w zamian dostajesz auto, które dowiezie Cię do każdego punktu z naszego 7-dniowego planu!


Jeśli szukasz auta 🚗 to kliknij link do wyszukiwarki Discover Cars (Discover Cars oferuje najniższe ceny, a my za Twoją rezerwację przez nasz link otrzymamy bonus na prowadzenie bloga i kanału YouTube)




Więcej informacji o Balos i porównanie z Elafonisi znajdziesz tutaj


Natura bywa zmienna ale w wakacje raczej jest sucho
Natura bywa zmienna ale w wakacje raczej jest sucho

Samaria ⏱️ Trasa w pigułce: Odległości i czasy


Jeśli myślisz, że odpalisz sobie Google Maps i sprawdzisz czas dojścia do celu, to od razu Ci powiem: zapomnij. W Samarii kilometry to tylko puste liczby, które nie mówią nic o tym, co przeżyją Twoje nogi. Tu liczy się czas spędzony na walce z grawitacją i ruchomym podłożem. Całość to około 16 kilometrów, ale podzieliłbym to na cztery etapy, z których każdy ma swój własny poziom trudności.

Zabawa zaczyna się w Xyloskalo i od razu dostajesz konkretny wycisk. Pierwsze dwa, może trzy kilometry to legendarne zejście po „zygzakach”. Tracisz tu tysiąc metrów wysokości na bardzo krótkim odcinku, schodząc po stromych, drewnianych stopniach i kamieniach. To tutaj Twoje kolana dostają największy łomot – jeśli masz z nimi problem, poczujesz to po pierwszych dwudziestu minutach. Na ten odcinek zarezerwuj sobie od godziny do półtorej. To nie jest bieg, tu trzeba patrzeć pod nogi, bo jeden głupi krok i kończysz przygodę z gipsem zamiast zimnego piwa na mecie.

Jak już zejdziesz na dno wąwozu, teren się nieco uspokaja, ale zaczyna się marsz korytem wyschniętej rzeki. Około siódmego kilometra docierasz do opuszczonej wioski Samaria. To jest Twój strategiczny punkt kontrolny. Powinieneś tu być mniej więcej po trzech godzinach od startu. Masz tu cienie, ławki i – co najważniejsze – źródło z lodowatą wodą pitną. To też królestwo kóz Kri-kri. Wyglądają słodko na zdjęciach, ale to są zawodowi bandyci. Jak tylko poczują zapach Twojej kanapki, otoczą Cię szybciej niż dresiarze na osiedlu. Pilnuj plecaka, dolej wody i nie siedź tu za długo, bo nogi Ci „zardzewieją” i ciężko będzie ruszyć dalej.

Trzeci etap to czysta epika, czyli dojście do „Żelaznych Wrót”, znanych też jako Sideroportes. To najwęższy punkt wąwozu, gdzie ściany mają ledwie cztery metry szerokości i strzelają pionowo w górę na kilkaset metrów. To jest ten moment, w którym robisz najwięcej zdjęć i czujesz się jak mrówka. Powinieneś tu zameldować się po jakichś pięciu godzinach od wejścia na szlak. Teren jest już w miarę płaski, ale zaczyna się inny problem – patelnia. Ściany wąwozu przestają dawać cień, a białe kamienie pod nogami działają jak lustra, odbijając słońce prosto w Twoją twarz.

Ostatnia prosta to brama wyjściowa z Parku Narodowego. Tutaj musisz oddać odcinek kontrolny biletu. Strażnicy nie robią tego z ciekawości – oni muszą mieć pewność, że liczba osób, która weszła rano, zgadza się z liczbą osób, która wyszła. Jeśli kogoś brakuje, zaczynają szukać „zguby” w górach. Ale uwaga, to jeszcze nie jest koniec wyprawy. Od bramy do samej wioski Agia Roumeli i upragnionego morza masz jeszcze około 2,5 kilometra marszu po asfalcie i piachu w pełnym słońcu. To najbardziej frustrujący odcinek trasy, bo niby już jesteś u celu, a morza ciągle nie widać. Jeśli masz już totalnie dość, przy bramie zazwyczaj czai się mały busik. Płacisz 2 euro i w kilka minut jesteś w porcie. Powiem Ci szczerze: po 13 kilometrach w kamieniach, te dwa euro to najlepiej wydane pieniądze na całej Krecie. Wsiadaj bez wyrzutów sumienia, piwo w tawernie czeka.


👇 ZOBACZ PEŁNY 7-DNIOWY PLAN PODRÓŻY DLA KRETY PONIŻEJ KLIKNIJ TUTAJ👇


Kreta 7 dni gotowy plan zwiedzania
€75.00€35.00
Kup teraz


Samaria jak przygotować się do przejścia wąwozu


Żeby nie zostać „tym gościem”, którego strażnicy muszą znosić na noszach albo wyławiać z krzaków, musisz się ogarnąć przed startem. Zacznijmy od butów, bo to tutaj najczęściej dzieje się tragedia. Jeśli myślisz, że Samaria to miejsce na japonki, sandały czy inne modne espadryle, to mam dla Ciebie krótką wiadomość: strażnik przy wejściu może Cię po prostu nie wpuścić i będzie miał rację. To nie jest złośliwość, tylko dbanie o Twoje kostki. Potrzebujesz czegoś z twardą, przyczepną podeszwą. Kamienie w wąwozie „żyją”, ruszają się pod każdym krokiem i tylko czekają, aż Twoja noga ucieknie w bok. Najlepsze są buty trekkingowe, ale porządne sportowe z agresywnym bieżnikiem też dadzą radę, o ile nie planujesz w nich tylko stać i ładnie wyglądać.

Druga sprawa to woda. Nie bądź wielbłądem i nie dźwigaj w plecaku trzech litrów płynu, bo po dwóch godzinach będziesz przeklinać każdy kilogram na plecach. Wystarczy jedna butelka, powiedzmy 0,7 litra. Samaria to jedno z niewielu miejsc, gdzie natura faktycznie o Ciebie dba – po drodze miniesz kilkanaście punktów z darmową, krystalicznie czystą wodą prosto ze źródła. Jest lodowata, pyszna i bezpieczna. Pijesz, dolewasz do pełna i lecisz dalej. To proste rozwiązanie, które oszczędzi Twoje plecy i pozwoli skupić się na widokach, a nie na wrzynających się szelkach plecaka.


Autoreklama :-) wiem, że szukanie tanich lotów, dobrych hoteli i spinanie całej logistyki w obcym kraju może przytłoczyć. Jeśli marzycie o takiej wyprawie, ale nie macie czasu lub głowy do organizowania wszystkiego od zera – mam dla Was rozwiązanie. Najtańsze loty rezerwuj z nami na booking.

Robimy dla Was idealne plany podróży „szyte na miarę”. Znajdziemy najtańsze połączenia, sprawdzone noclegi i ułożymy trasę tak, żeby była tania, ale absolutnie niezapomniana. Wy tylko pakujecie walizki, my ogarniamy resztę chaosu. Piszczcie do nas przez czat lub na wypad.do.raju@gmail.com


Początkiem biegniemy uważnie w dół w stronę morza
Początkiem biegniemy uważnie w dół w stronę morza

Jeśli chodzi o bilet, to kosztuje on 5 euro, co przy tej skali przeżyć jest ceną wręcz śmieszną. Ale uwaga: ten mały świstek papieru to Twoja polisa ubezpieczeniowa. Nie wyrzucaj go, nie miel w kieszeni i nie zostawiaj w aucie. Musisz go pokazać przy wyjściu z wąwozu. Dlaczego? Bo strażnicy prowadzą tam ścisłą ewidencję. Jeśli rano weszło tysiąc osób, a do wieczora wyszło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć, to znaczy, że ktoś leży ze skręconą kostką w połowie trasy i trzeba go szukać. Bez biletu na wyjściu robisz niepotrzebny dym, więc pilnuj go jak oka w głowie.

Na koniec zostaje logistyka powrotu, czyli prom. To jest Twój jedyny bilet powrotny do cywilizacji, bo z Agia Roumeli nie prowadzi żadna droga lądowa. Bilet na statek kupisz w budce przy plaży za jakieś 13-15 euro. Najważniejsza rzecz: ostatni prom odpływa zazwyczaj między 17:00 a 17:30. Nie ma „zmiłuj”, nikt na Ciebie nie poczeka. Jak się zagapisz w tawernie albo za długo będziesz moczyć nogi w morzu, to zostajesz w wiosce na noc. A noclegi tam w sezonie kosztują tyle, że za te same pieniądze mógłbyś wynająć luksusowy jacht. Sprawdź godzinę odpływu zaraz po wyjściu z wąwozu i ustaw sobie budzik – spóźnienie się na ten rejs to błąd, który srogo poczujesz w portfelu.


Latasz dronem na Krecie ? rób to z głową i ubezpiecz siebie i drona przed podróżą w AeroPolisa już za 70 złotych rocznie i lataj bezpiecznie! Ofertę znajdziesz w linku




Samaria gdzie zjeśc i odpocząć


Jeśli myślisz, że w połowie drogi kupisz sobie zimną Colę albo zapalisz fajkę pod cyprysem, to mam dla Ciebie krótkie sprostowanie: zapomnij. Samaria to Park Narodowy z prawdziwego zdarzenia, a nie Krupówki. Panuje tu absolutny zakaz handlu i palenia, poza kilkoma wyznaczonymi, strzeżonymi punktami. To oznacza, że przez dobre kilka godzin Twoim jedynym paliwem jest to, co sam wtaszczysz na plecach i woda, którą dolejesz sobie ze źródeł. Pierwszy zimny napój zobaczysz dopiero po przejściu bramy wyjściowej parku, a uwierz mi, ta pierwsza puszka soku czy piwa smakuje wtedy jak najlepszy nektar bogów. Ale nie rzucaj się na jedzenie w pierwszym lepszym punkcie przy samym wyjściu, bo prawdziwa nagroda czeka kawałek dalej.

Kiedy w końcu dociągniesz nogi do Agia Roumeli, zobaczysz wioskę, która żyje wyłącznie z takich jak Ty – spoconych, głodnych i ledwo żywych wędrowców. Tutaj musisz zachować resztki instynktu łowcy. Nie bierz pierwszej tawerny, która stoi najbliżej portu, bo tam zazwyczaj jest największy przemiał, hałas i jedzenie robione masowo pod turystę, który i tak już nie wróci. Moja rada to przejść się kawałek dalej, wgłąb wioski albo wzdłuż plaży. Znajdź miejsce, gdzie obrusy są z ceraty, a w cieniu siedzi starsza Greczynka i nie krzyczy do Ciebie po angielsku – tam zjesz najlepszą moussakę albo souvlaki w swoim życiu. Ceny w całej wiosce są do siebie zbliżone, więc nie szukaj oszczędności rzędu jednego euro, tylko szukaj smaku i spokoju, żeby w spokoju doczekać na prom.


Samaria i jej pionowe ściany to znak rozpoznawczy tego wąwozu
Samaria i jej pionowe ściany to znak rozpoznawczy tego wąwozu

Zanim jednak usiądziesz do stołu i zamówisz pół karty, zrób sobie jedną, najważniejszą przysługę: idź prosto nad morze. Kąpiel w Morzu Libijskim to nie jest opcja, to jest obowiązek i najlepsza darmowa fizjoterapia, jaką możesz sobie zafundować. Woda tutaj ma ten specyficzny, głęboki odcień błękitu i jest wyraźnie chłodniejsza niż na północy Krety. Dla Twoich nóg, które właśnie przetrwały 16 kilometrów walki z grawitacją i kamieniami, taki szok termiczny to zbawienie. Gwarantuję Ci, że po dziesięciu minutach w tej wodzie poczujesz się, jakby ktoś wymienił Ci stawy na nowe. To jest ten moment, kiedy zdejmujesz buty, wchodzisz do wody i patrząc na te potężne góry za plecami, czujesz, że wygrałeś ten dzień.

Mój werdykt dla Samarii jest krótki: to jest wyzwanie, to jest konkretny wysiłek, litry wylanego potu i zakwasy, które sprawią, że następnego dnia będziesz schodzić po schodach jak paralityk. Ale widok Żelaznych Wrót, tych pionowych ścian zamykających się nad Twoją głową, jest wart każdej kropli potu i każdego przekleństwa rzuconego pod nosem na trasie. To jest natura w swojej najczystszej, najbardziej brutalnej i pięknej formie, której nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie. Idź tam rano, zanim słońce zacznie gotować mózg, patrz pod nogi i po prostu chłoń ten klimat. To jedna z tych przygód, które zostają w głowie na lata, a ból nóg minie szybciej, niż zdążysz wypić drugiego Mythosa na promie powrotnym.


Samaria iść czy nie iść o to jest pytanie


Mój ostateczny werdykt jest krótki: Samaria to konkretny wycisk, litry wylanego potu i zakwasy, które przez kolejne trzy dni będą Ci przypominać o każdym stopniu w dół. Ale kiedy staniesz w Żelaznych Wrotach, a te gigantyczne, pionowe ściany niemal zamkną się nad Twoją głową, zrozumiesz, że było warto. To jest natura w wersji hard, której nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie. Idź rano, patrz pod nogi, żeby nie skończyć z gipsem zamiast wspomnień, i po prostu ciesz się tym, że możesz tam być. To jedna z tych tras, które albo się kocha, albo nienawidzi, ale nikt nie pozostaje wobec niej obojętny.






Kliknij w link Buy Coffee
Buy Coffee - wypad z kraju do raju

Jeśli szukasz auta 🚗 to kliknij link do wyszukiwarki Discover Cars (Discover Cars oferuje najniższe ceny, a my za Twoją rezerwację przez nasz link otrzymamy bonus na prowadzenie bloga i kanału YouTube)


Zarezerwuj nocleg na 🏬 Booking.com przez nasz link ty dostaniesz najlepszą cenę, a my grosz na prowadzenie bloga. Jeśli szukasz tanich 🎫 biletów lotniczych to najlepsze ceny znajdziesz w Skyscanner.pl to wg mnie najbardziej intuicyjna wyszukiwarka dostępna w internecie. Kliknij link i ciesz się najniższymi cenami biletów lotniczych ✈️


Zaglądnij na nasz Patronite lub postaw nam kawkę ☕️, będziemy wdzięczni za każde wsparcie, które przeznaczymy na utrzymanie kanału YouTube oraz bloga.


Latasz dronem na wakacjach ? rób to z głową i ubezpiecz siebie i drona przed podróżą w AeroPolisa już za 70 złotych rocznie i lataj bezpiecznie ofertę znajdziesz w linku


Jeśli szukasz ubezpieczenia podróżnego to w tym linku znajdziesz 10% rabatu na ubezpieczenie podróżne w Warta


Pozdrawiam, Kuba



Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page